To piękne świadectwo pewnej osoby dodaje mi „skrzydeł”. Pragnę uwielbiać Boga, a właściwie nie tylko pragnę, lecz już uwielbiam Pana za Jego dzieło.
Słowa świadectwa potwierdzają, że to, co robimy w Instytucie Matki Słowa z Kibeho ma sens. Kiedy Bóg daje natchnienie piszę rozważania. Wiele powstało podczas rekolekcji, dni skupienia, zatrzymania się nad Słowem na modlitwie… Inne refleksje powstają w nawiązaniu do konkretnych sytuacji życia. Ich treść kształtują osobiste przeżycia, własne doświadczenie cierpienia, zmagania w różnych niemocach i towarzyszenie w cierpieniu innym.
W moim życiu wciąż uczę się od Maryi przyjmować ból. Patrzę na kolejne Jej boleści, rozważam i odnajduję w nich historię swoją i moich bliskich. Przyglądam się Maryi i Jej reakcjom na kolejne sytuacje. Ona pomaga mi w moich zmaganiach.
Gdy dostaję niespodziewanie trudne zadanie, gdy pojawia się chwila niepewności czerpię siłę od Maryi, która przyjęła proroctwo Symeona, potwierdzając swoje “fiat” z Nazaretu.
Gdy potrzeba męstwa, odwagi, by pójść w nieznane, nowe; gdy trzeba walczyć, by ochronić to, co najcenniejsze, nie pozwolić wyrwać Boga z życia swojego i bliskich idę z Maryją do Egiptu.
Gdy czuję się zagubiona, mam wrażenie, że Jezus jakby się schował, oddalił; nie widzę Go wyraźnie, wtedy idę z Maryją do świątyni i już wiem, że gdy będę zanurzona w Ojcu, Jezus będzie blisko.
Gdy dźwigam swój krzyż wiem, że nie jestem sama i gdy widzę bliskich zmagających się z cierpieniem, mam siłę od Maryi, by towarzyszyć, by być blisko. Z Nią otaczam innych miłością i płaszczem modlitwy.
Gdy przychodzi złość, gniew, chęć odwetu, Maryja tuląca ciało Jezusa uczy mnie przebaczać zawsze, wszystko, do końca. Pomaga mi uśmiechać się do przeciwników, wrogów, być dla nich dobrą mimo wszystko.
Gdy staję przy grobie, z Maryją patrzę na tajemnicę śmierci. Wiem, że każdy zmierza do tej mety, by otrzymać nagrodę życia wiecznego. Ja też kiedyś stąd odejdę. Maryja uczy mnie żyć odważnie, pięknie, bez lęku. Przypomina o tym, by trwać, czuwać, zawsze być gotową na spotkanie.
Często sięgam po Różaniec do Siedmiu Boleści Dziewicy Maryi.
Już nie tylko w soboty, bo jestem serafitką.
Już nie tylko we wtorki i piątki, bo tak zachęcała Maryja w Kibeho, ale często, niemal codziennie, bo potrzebuję siły od Maryi, bo chcę Jej zawierzyć kolejne troski, cierpienia swoje i innych.