Od miesiąca posługuję w parafii św. Jadwigi Królowej w Gdańsku. Pod koniec wakacji przybył też nowy Kapłan. Ksiądz Proboszcz Remigiusz Langowski, przedstawiając mi Księdza Łukasza, powiedział, że ten niedawno wrócił z Kibeho. Ma chyba 2000 zdjęć. Serce mi się uradowało. Kibeho to przecież miejsce bardzo bliskie memu sercu, choć sama go jeszcze nie odwiedziłam. Od razu pomyślałam, że trzeba zapytać Ks. Łukasza o kilka rzeczy.
– Księże Łukaszu, jak to się stało, że w tym roku dotarł Ksiądz w czasie wakacji właśnie do Kibeho?
Plany Boże często w moim życiu bywają zaskakujące. Oprócz miłości do Boga, od małego kochałem latać i podróżować. Obecnie, rok rocznie udaje mi się podróżować z dwoma innymi kapłanami, z którymi dzielę pasję podróżowania. W kwietniu lub maju, w czasie jednego z naszych spotkań zaproponowałem Afrykę. Drugi kapłan rzucił pomysł Rwandy, ponieważ „zna człowieka”, który „zna człowieka”, który mógłby się nami na miejscu zaopiekować. No i oczywiście byliśmy świadomi, że Rwanda to kraj Matki Bożej z Kibeho. Od pomysłu do realizacji i kupna biletów lotniczych minęły dwa tygodnie. Potem pozostało tylko oczekiwanie na dzień wylotu.
– Czy wcześniej interesował się Ksiądz tym szczególnym miejscem? Czy znane było Księdzu to jedyne objawienie Matki Bożej w Afryce?
Jeśli chodzi o zainteresowanie tym konkretnym miejscem, to może zbyt dużo powiedziane, ale o Kibeho słyszałem, jeszcze będąc w seminarium. Miałem także świadomość, że jest to kraj, w którym w latach dziewięćdziesiątych doszło do ogromnego ludobójstwa między plemionami Hutu i Tutsi. Będąc blisko święceń kapłańskich, w jednym z pustych pokoi zauważyłem stojącą samotnie, zakurzoną drewnianą figurkę Matki Bożej z Kibeho. Pomyślałem, że to wspaniała okazja, aby przygarnąć Matkę Bożą do siebie. Mam ją oczywiście do dziś w swoim pokoju. W drugim zaś pokoju stoi druga drewniana figurka Matki Bożej z Kibeho, ale tej nie znalazłem, a sam przywiozłem.
z Rwandy.– Proszę trochę opowiedzieć o tym, co można zobaczyć w Kibeho? Jak wyglądał pobyt w Rwandzie?
Można zobaczyć wiele. Od tego co wywoła w nas radość i uśmiech, po wiele rzeczy, które wywołują smutek i żal. Zaczynając od samego miejsca. Rwanda jest piękna jeśli chodzi o aspekt przyrodniczy. Górzysto-dolinne krajobrazy zapierają często dech w piersiach. Klimat równikowy w Rwandzie latem jest dla nas jest bardzo przyjemny i znośny. Maksymalne temperatury w ciągu dnia to około 27-29 stopni w cieniu. Noce są bardzo rześkie. Temperatury spadają wtedy do około 15-18 stopni. Powietrze jest suche, więc człowiek nie poci się tak bardzo, jak w przypadku wysokiej wilgotności powietrza. Kigali, czyli stolica Rwandy wydaje się nieco bardziej nowoczesna, niż wszystkie inne miejsca poza nią. Jednak samo słowo nowoczesność w przypadku Rwandy i innych krajów Afryki wydaje się dość nieadekwatne.
– Czy spotkaliście mieszkającą tam jedną z wizjonerek Nathalię?
Tak. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jak i dzień przed miałem zaszczyt być w Kibeho. Wieczorem, dzień przed Uroczystością Wniebowzięcia, celebrowaliśmy nabożeństwo z biskupem miejsca i około pięćdziesięcioma innymi księżmi. Wiernych było wtedy około 50-60 tysięcy. W dniu Wniebowzięcia Nathalia przyszła do zakrystii przywitać się z każdym kapłanem. Jest osobą bardzo skromną, skrytą i może nawet nieco onieśmieloną. W czasie Mszy nie była blisko ołtarza, ani wśród wiernych. Zapewne z jakiegoś miejsca mało widocznego dla wszystkich uczestniczyła we Mszy Świętej, widząc ołtarz. Odniosłem wrażenie, że nie chciała skupiać na sobie uwagi wiernych w czasie Mszy Świętej, aby koncentracja mogła pozostać na ołtarzu i Chrystusie. Musimy także pamiętać, że jest to do tej pory jedyne, zatwierdzone przez Watykan objawienie Matki Bożej w Afryce, a więc nie mamy wątpliwości co do tego, że Nathalia rzeczywiście widziała Matkę Bożą. Sama Msza Święta trwała cztery i pół godziny przy udziale około 100 tysięcy wiernych, 83 kapłanów i biskupa miejsca. Sam moment udzielania Komunii Świętej zajął nam prawie godzinę, ale oczywiście daliśmy radę. Towarzyszący nam w czasie całej Mszy Świętej lokalny śpiew, również wprowadzał niezwykłą atmosferę, ale nie taką jak u nas, gdzie często w czasie śpiewu czy uwielbienia bardzo mocno towarzyszą emocje. Tam odniosłem wrażenie, że śpiew wyrażał po prostu wdzięczność Bogu i Matce Przenajświętszej i zwyczajną radość, że możemy być razem przy ołtarzu w Bożej obecności. Było to bardzo piękne i poruszające. Trzeba też pamiętać, że Afrykańczycy kochają śpiewać i rzeczywiście potrafią. Brzmi to niesamowicie.
– Jakie przesłanie niesie nam objawienie w Kibeho na dzisiejsze czasy?
Orędzie Maryi jest jasne i pozostaje bardzo aktualne na dzisiejsze czasy. Myślę, że warto je przypomnieć:
Myślę, że Matka Boża w sposób bardzo szczególny niesie osobiste przesłanie do ludzi zamieszkujących Afrykę. Jeśli porozmawiamy z Rwandyjczykami, to szybko zauważymy, że Matka Boża z Kibeho jest dla Rwandyjczyków bardzo szczególna. Mają z Nią bardzo osobistą relację. To ich Matka, tak jak naszą szczególną Matką zawsze pozostaje Ta na Jasnej Górze.
– Jakie wrażenie wywarła na Księdzu ziemia afrykańska?
Ziemia, jak powiedział nam nasz opiekun, która niestety nie jest w stanie wykarmić Rwandyjczyków, mimo że wulkaniczna ziemia Rwandy jest najlepszą do uprawy czegokolwiek, to jest jej za mało, aby wykarmić 16 milionów Rwandyjczyków. Zwykły ziemniak upieczony w ogniu smakuje nieporównywalnie lepiej, niż nasz Polski. Bywałem w biednych krajach naszego globu, ale to, co widziałem w Afryce zawsze pozostawia pewien niezapomniany ślad. Mieszkając wygodnie w Polsce czy innym kraju Europy, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wygląda codzienne życie ludzi Afryki. Czasami żartuję sobie, że zamiast wysyłać naszą szkolną młodzież na wymianę do bogatych europejskich krajów, trzeba ich wysłać do Afryki. Gwarantuję, że wrócą odmienieni do końca życia, jeśli będą pamiętać, że ich rówieśnicy w dużej mierze, zamiast do szkoły idą do pracy i nigdy nie mieli zwykłego, beztroskiego dzieciństwa. Widok dzieci wykonujących bardzo ciężkie prace od najmłodszych lat to norma. Trudno powiedzieć, że jest to szczęśliwe dzieciństwo. Jednak poziom ich zaradności i dojrzałości jest zupełnie inny. Brak dostępu do bieżącej, czystej wody to norma. Widok ludzi idących wiele kilometrów do zbiornika wodnego z butelkami na głowie to codzienność. Dorośli noszą większe butle i plastikowe kanistry, a dzieci małe. Trzeba też pamiętać, że w Rwandzie mamy 75% bezrobocie oraz zarobki na poziomie około 160 zł miesięcznie, jeśli ktoś ma już przeciętnie płatną pracę. Przemieszczanie się po Rwandzie to również nie lada wyzwanie. Gdy wylecieliśmy z Gdańska do stolicy Rwandy i dotarliśmy po szesnastu godzinach lotu (wliczając w to międzylądowania oraz tankowanie samolotu) czekała nas jeszcze dziesięciogodzinna jazda samochodem. Sama zaś Rwanda liczy sobie około 300 km od zachodniej granicy do wschodniej i jakieś 200 km z północy na południe. Można sobie zatem wyobrazić, jak wygląda podróżowanie samochodem po Rwandzie. To przygoda sama w sobie, szczególnie gdy zjedziemy z głównej asfaltowej drogi i ruszymy na wyprawę po wioskach. Bez terenowego auta ze wzmocnionym zawieszeniem ani rusz.
– Co szczególnego pozostało w sercu?
Ich radość i serdeczność. Ciężko zrozumieć, że dorośli i dzieci są po prostu radośni. Biały kolor skóry zawsze jest dla nich wielką atrakcją, ale w tym wszystkim odniosłem wrażenie, że nie stanowimy wielkiego obiektu zazdrości. Swoboda z jaką z nami rozmawiali była niezwykła. Odniosłem wrażenie, że jest to pewna akceptacja tego, jak ich życie wygląda i będzie wyglądało. Przeciętny Rwandyjczyk żyje z dnia na dzień. Osobiście podziwiam ich za to, że dysponując tak niewielkimi możliwościami, każdego dnia starają się wydobyć z życia jak najwięcej. Jest to też bardzo katolicki naród, mimo że ich wiara liczy sobie jedynie 125 lat, to zawsze widziałem wielkie przejęcie w ich oczach, kiedy tłumaczyliśmy, że jesteśmy księżmi z Polski. Święty Jan Paweł II zostawił w Rwandzie swój wielki ślad. Znają nas właśnie przez naszego Ojca Świętego i kochają go całym sercem. Gdy nasz Papież przyleciał do Rwandy, wszyscy myśleli, że będzie przemawiał po angielsku albo po włosku. Ojciec Święty zaczął mówić w ich ojczystym języku z doskonałym akcentem, nikt z nich nie wierzył, że Papież mówi do nich w ich języku. Krążyły plotki między lokalnymi ludźmi, że Papież uczył się potajemnie rwandyjskiego po nocy albo lecąc do Rwandy.
– Jak należy się przygotować do wyjazdu do Rwandy?
Podstawą są tabletki przeciwmalaryczne na receptę. Niestety malaria jest czymś naturalnym w Afryce i mentalnie trzeba się przygotować na to, że można ją złapać. Niemniej jednak w połączeniu z lekami nie powinna być odczuwalna bardziej niż nasza grypa. Tabletki bierzemy dzień przed wylotem, później na miejscu jedna dziennie i potem cztery dni po powrocie. Problemy żołądkowe też są powszechne. Nasza flora bakteryjna nie jest przyzwyczajona do lokalnych specjałów. Szczepienia również są wskazane. Przed wyjazdem przyjąłem na raz pięć szczepionek. Trzy w prawe ramię i dwie w lewe. Otrzymujemy dzięki temu międzynarodową kartę szczepień, która przydaje się, jeśli planujemy wybrać się w różne ciekawe zakątki naszego świata. Wprawdzie na wjazd do Rwandy nie są wymagane, jednak warto je zrobić.
Jeśli chodzi o mentalne przygotowanie się do wyjazdu. Musimy niestety pogodzić się z tym, że ujrzymy rzeczy, których nie chcielibyśmy widzieć, choć to też zależy od rodzaju wyjazdu. Zobaczymy nieraz biedę czy głód i to szczególnie widać u dzieci. Trzeba mentalnie uzbroić się w świadomość, że niestety, wyjeżdżając na kilka tygodni czy nawet dłużej do Rwandy, nie poprawimy ich sytuacji życiowej. Naszym opiekunem był Polak, brat zakonny, który mieszka w Rwandzie od ponad 35 lat. Przeżył ludobójstwo w Rwandzie, które pozbawiło w brutalny sposób życia miliony ludzi. Jeden z rwandyjskich księży opowiadał nam, że nie ma Rwandyjczyka, który nie straciłby kogoś bliskiego w masakrze. Rwanda spływała krwią i do dziś można to odczuć. Oficjalnie nie wolno nawet z nikim rozmawiać na ten temat. Dla odmiany warto jednak wspomnieć, że Rwanda jest bardzo bezpiecznym krajem. Na ulicy jest sporo patroli wojska i policji. Stolica Rwandy o dziwo zaliczana jest do jednych z najbezpieczniejszych miast świata, więc spacer wieczorem czy nawet nocą nie powinien stanowić problemu. Kradzieże w Rwandzie są absolutnie nietolerowane, a jeśli już do takiej dojdzie, to najczęściej dochodzi do samosądu wobec złodzieja.
Podsumowując mogę powiedzieć, że Rwanda na pewno jest miejscem, które pozostawia ślad w człowieku do końca życia, ale żadne słowa nie są w stanie tego odzwierciedlić. Jeśli Rwandy i w ogóle Afryki się nie zobaczy na własne oczy, to się jej nie zrozumie, a naprawdę warto.